poniedziałek, 22 stycznia 2024

GreenVelo #2

Dzień 1 (pon, 26.06.2023)

Elbląg - Górowo Iławeckie (150km)

Jeszcze przed Elblągiem za oknami pociągu mgła. Kiedy dojeżdżam na stację PKP niemrawo świeci już słońce, za to nad Starówką jest już błękitne niebo.

Jest 7:55. W oczekiwaniu na otwarcie Centrum Informacji Miejskiej (czynne od 8) krążę wokół Starego Miasta.






Kartka pocztowa wysłana do domu. Stanie się to codziennością podczas tej wyprawy. W punkcie informacji miejskiej otrzymuję darmowe materiały o GreenVelo. Pora ruszać w drogę.

Koło południa docieram do Zalewu Wiślanego.

Klimatyczna stacja benzynowa w Tolkmicku

Dziś potwornie gorąco.

Droga raz asfaltowa, raz piaszczysta, raz kamienista... Niebiesko - zielono - żółto. Lato.

 
Na nocleg dojeżdżam na przedmieścia Górowa Iławeckiego. Wcześniej same bagniska i nie ma za bardzo możliwości rozbicia namiotu. Rozbijam się na MORze, na tyłach jakiejś restauracji. Wchodzę do środka, już zamykają. Pytam jedynie czy nie ma z tym problemu - na szczęście żadnego. Niedługo potem Pani właścicielka zamyka jadłodajnię, a mi życzy dobrej nocy i udziela informacji, gdzie znajdę sklepy spożywcze, gdyby czegoś mi brakowało. 

Dzień 2 (wt, 27.06.2023)

Górowo Iławeckie - Pastwiska (131km)

Dzień zaczyna się deszczowo. Pada non stop do południa. Jadę. Z wielką ulgą docieram do Stoczka Klasztornego.



Wędruję korytarzamipo których kiedyś przechadzał się kard. Stefan Wyszyński. Docieram do jego celi. Nikt mi nie towarzyszy. Nikogo tutaj nie ma.



Jestem w celi i kaplicy - to rodzaj muzeum. Zapalam sobie światło.




Za oknem wciąż pada, więc kontempluję chwilę i niespieszno mi wychodzić.


Przebieram zmoczone do suchego sznurowadła buty. Mam tylko sandałki i zimno się jedzie przy 12 stopniach C. W Bartoszycach zakupuję najtańsze "adidasy". Jazda w suchym obuwiu cieszy. Ale szybko przychodzi następna chmura. Dalej gdzieś na wsi jakaś babcia częstuje mnie truskawkami z pola. Jadę dalej, ale zaczyna znowu padać więc siadam na zadaszonym przystanku, gdzie zagaduje mnie podpity trochę wędkarz. Mówi nieskładnie, sepleni. Nie wdaję się w rozmowy. Mam inny dylemat - co z butami - jeśli pozostanę w nowych za kilka minut też będą mokre. Decyduje się spakować suche buty do reklamówki i do sakwy i założyć z powrotem mokrasy...

Siedzę na suchym przystanku.


Szukając pod wieczór noclegu dowiaduję się o agroturystyce w miejscowości Pastwiska. Jeszcze jeden skręt w lewo w kierunku Ogródków i zaraz będę na miejscu.

 
Nie marzę o niczym innym, jak o suchym spaniu. Nie pada, ale jest zimno i mokro. Gospodyni wita mnie serdecznie i mówi jak potrzebny był ten deszcz. Nie padało tu porządnie podobno od końca kwietnia!

Ja korzystam z węża z wodą i myję wszystko solidnie. Pani gospodyni opowiada mi, że pochodzi z Suchego Lasu pod Poznaniem, mówi też że córka która zajmuję się agroturystyką zaraz przyjedzie. Piję ciepłą herbatę i zajadam się resztkami spożywki. Gdy przyjeżdża właścicielka chowam rower do magazynu zbożowego. Dowiaduję się, że oprócz mnie jest jeszcze jakaś para, "ale oni, nie mieli już siły czyścić dziś rowerów".

Dzień 3 (śr, 28.06.2023)

Pastwiska - Pobłędzie (jezioro) (117km) 

Trzeciego dnia wyprawy docieram w końcu nad jakieś jezioro... Przed wyjazdem analizowałem mapę jedynie pobieżnie. Wiedząc, że będę przejeżdżał przez Warmię i Mazury zakładałem, że wiele będzie na trasie jezior, przystani, plaż, pomostów.... W Węgorzewie widzę w końcu jezioro i to nie byle jakie - Mamry. Ale z drogi rowerowej do brzegu to wciąż jakieś 200m.

Smar mi się skończył. Na stacji benzynowej kupuję WD40, bo rower skrzypi przeraźliwie. Błoto dostało się gdzieś do piasty i słyszę nieprzyjemne "mielenie"...

Siwe chmury, ustępują powoli białym. Znów robi się pogodnie.







Miejscowość Gołdap leży zaledwie kilka kilometrów od Obwodu Kaliningradzkiego. Zegar słoneczny w centrum pokazuje godzinę bardzo dokładnie (17:05).




Jadę dalej w kierunku północno-zachodnim, wzdłuż Puszczy Romnickiej, która bezpośrednio graniczy z Rosją.



W miejscowości Stańczyki wdrapuję się na wieżę widokową. Stąd widać pofalowany mazurki teren.


Wieża znajduję się przy niewielkim jeziorku. Kusi mnie, żeby tutaj rozbić się z namiotem, bo słońce już zachodzi.




Chwilę potem patrzę na mapę i stwierdzam, że jezior jest tu więcej. Jadę więc dalej rozkoszując się widokami i wieczorową, chłodniejszą porą.


Mijam wieś Gulubie, w której nikt już nie mieszka.



Ten obóz nad jeziorem Pobłędzie jest po prostu piękny. Nieoznakowane zupełnie miejsce. Z dwoma zadbanymi wiatami i krystaliczną wodą. Nikogo wokół. Cisza. Rozbijam namiot i szybko myję się w jeziorze bo słońce schowało się już dawno za horyzont.

 
A rano... rano nie mogę włożyć nogi do buta. Mam nadzieję, że nie zgniotłem ropuchy-współlokatorki za bardzo. 

Dzień 4 (czw, 29.06.2023)

Pobłędzie - Dolistowo Stare (rzeka Biebrza) (165km)

Najdłuższy odcinek tej wyprawy zaczynam w Polskim Biegunie Zimna, w miejscowości Wisztyniec, gdzie zbiegają się granice trzech Państw: Polski, Litwy i Rosji.



Suwalszczyzna, Parkuję rower, a zaraz za mną jakaś para rowerzystów. Jestem nad najgłębszym jeziorem w Polsce - Hańcza. Ma głębokość ponad 100m, więc mam duży respekt. Nie kąpię się - jedynie podchodzę bliżej wody po powalonym pniu drzewa zrobić kilka zdjęć telefonem.



Postanawiam nadrobić trochę drogi i dojeżdżam do miejscowości Wodziłki - wioski Staroobrzędowców z drewnianą, zielono-brązową molenną. 



Tuż obok kilka domów - jeden z nich ma płot z patyków, gdzie mały ptaszek uczy się latać. Wskakuje na płot i zeskakuje, próbując szybko machać skrzydełkami.




Docieram do Suwałk i dalej do Wigier, gdzie za klasztorem już na terenie Wigierskiego Parku Narodowego dosięga mnie burza. Chronię się na chwilę w zadaszonej budce z jagodziankami, gdzie wypijam gorącą kawę i zakupuję bułkę z jagodami.


Na Kanale Augustowskim śluzy są regulowane ręcznie. Motorówki i kajaki muszą czekać na swoją kolej zanim śluzy nie wyregulują poziomów wody.


Gdzieś w Puszczy Augustowskiej pod lasem...



Augustów. Na ławce przy promenadzie wzdłuż kanału jem zapasy. Obliczam długość trasy jaka pozostała do Białegostoku. Wiedząc, że jutro już ostatni dzień podróży, a zostało ponad 200km,  postanawiam jechać jeszcze dalej - w stronę Biebrzy. 



Po drodze spotykam 2 łosie! Mamę łoś z maleństwem - stały tuż przy krzyżu na skrzyżowaniu lokalnych dróg (tak naprawdę myślałem, że są to sztuczne figury, z daleka przypominały "żubry", które czasami stawiają przed monopolowymi), a ponieważ nic nie robiły sobie z mojej obecności, pozwoliły mi się nawet nagrać. Nad Biebrzę docieram długo po zachodzie słońca. Tutaj trudno znaleźć dogodne miejsce na obozowisko z łatwym dostępem do rzeki - wszędzie zarośla, albo bagnisko, czasami siedzi jakiś wędkarz. I tak docieram aż do Dolistowa. To zdjęcie z drewnianego mostu  tuż przed nim wystartowała do lotu chyba jakaś sowa.


Dzień 5 (pt, 30.06.2023)

Dolistowo Stare - Białystok (128km)

Piękny poranek nad Biebrzą.


Na Rynku w Goniądzu trwają przygotowania do festiwalu "Rock na bagnie". Rozstawiają się namioty z jedzeniem i piciem - korzystam i kupuję kawę - dostałem taką, że łyżeczka plastikowa stoi pionowo.


Tykocin. Miasteczko dawniej zamieszkane wyłącznie przez Żydów. Obecnie znajduje się tutaj druga co do wielkości synagoga w Polsce (po krakowskiej).




Dzień jest gorący. Po obiedzie w żydowskiej restauracji (jem chłodnik litewski) jest ok. 14:00. Do Białegostoku zostało ok. 50km. Odbijam więc w bok względem pierwotnego planu aby przejechać przez Narwiański Park Narodowy (trzeci Park Narodowy na trasie po Wigierskim i Biebrzańskim).



Największą atrakcją jest możliwość przeprawy w poprzek Narwii po drewnianej kładce. Czasami trzeba się przeprawić na drugą stronę za pomocą promu, poruszanego siłą własnych rąk... To rewelacyjna przygoda! W sumie 4 przeprawy, aby pokonać szeroką na jakieś 2km Narew i jej rozlewiska. Jedynym problemem jest różnica poziomów pomiędzy promem a pomostem. Każdy pomost ma trzy różne poziomy wysokości, ale z uwagi na niski stan wody za każdym razem "przerzucam rower" bez zdejmowania sakw.






Wdrapuję się też na prywatną wieżę widokową, prowadzoną przez miejscowego regionalistę. Nie widać stąd wody rzeki - jedynie zarośla, drzewa i szuwary:) ale i tak warto!

 
Krótkie podsumowanie:
  • 730 km w 5 dni (26.06-30.06.2023) po najróżniejszych nawierzchniach GreenVelo
  • Północna Warmia i Mazury są piękne, ale nie ma tam dużo jezior przy trasie rowerowej, dużo jest za to bagnisk, rozlewisk, przy których trudno rozbić namiot
  • W lesie Biebrzańskiego Parku Narodowego wzdłuż drogi na odcinku jakiś 20km nie mogłem się zatrzymać, aby spokojnie się załatwić i odpocząć z powodu mrowia atakujących mnie końskich much
  • Łosie stojące na skrzyżowaniu potrafią udawać żubra
  • Warto było zboczyć z trasy aby pokonać kładką i promem odcinek Śliwno-Waniewo przez Dolinę Narwii
  • Najpiękniejsze noclegi to te, które nie są zaznaczone na mapie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz