Trzecia i ostatnia część mojego GreenVelo - odcinek z Przemyśla do Końskich. 5-dniowa podróż przez Województwo Podkarpackie i Świętokrzyskie. Niecałe 600km.
Dzień 1 (sobota, 28.06.2025)
Przemyśl - Dynów (96km)
Przemyśl. Byłem już tutaj! Kiedy jechałem na Ukrainę w 2016 i kiedy z Niej wracałem w 2022 roku, kiedy wybierałem się na pierwszy etap GreenVelo w 2023... Znajomy budynek dworca. Tym razem to początek wyprawy, ale ostatni etap mojej przygody GreenVelo, więc kiedy będę tu znów?
Tak mi ostatnio zasmakowały te Tradycyjne Pizze po Przemysku niedaleko dworca PKP (w kierunku centrum). Nieduże, wielkości większej drożdżówki, ale pyszne, gorące, syte... Jedna na teraz, a druga do torby!
Spacerowym tempem po przemyskiej starówce.
Za miastem kilka stromych podjazdów... Koło południa bardzo upalnie.
Most nad Sanem.
Zatrzymałem się, tylko żeby zrobić zdjęcie "przystankowi" ze starym logo PKS.
Na pustej drodze jestem bacznie obserwowany...
Żeby dojechać do tej cerkwi zboczyłem lekko z głównej drogi. Szukałem odpoczynku, ale dojechać pod sam kościół nie było łatwo. Osobówką nie byłoby szans, takie koleiny.
A dalej - bez łańcuchów nie próbuj.
Taki znak cieszy:)
Woda do baniaka? Proszę bardzo!
Zielono nie tylko nad Sanem.
Spokojnie na Podkarpaciu.
Pierwszego noclegu szukam nad Sanem.
Dzień 2 (niedziela, 29.06.2025)
Dynów - Sarzyna (135 km) - od Sanu do Sanu.
Uwielbiam takie miejsca.
Kiedy dotarłem nad rzekę i znalazłem miejsce na robicie namiotu było już szaro. Szybka kąpiel w specjalnych butach (które później zgubiłem przy suszeniu) i pospieszne rozbijanie namiotu, póki coś widać. Nie rozpoznałem dobrze najbliżej okolicy. Rano budzi mnie koncert ptaków i widok na rzekę.
Pora w drogę, jadę do Rzeszowa na niedzielną Mszę...
Po drodze mijam kilka amerykańskich burgerowni i restauracji (to pod stacjonujących w okolicach żołnierzy USA).
Amerykańskość także vis-à-vis kościoła w Rzeszowie - wystawa "Star Wars".
A po mszy obiad na deptaku z widokiem na pomnik Tadeusza Nalepy (zespół Breakout) z gitarą.
i rowerem...
Po południu docieram do Łańcuta.
A tu słynny zamek.
W Brzózie Stadnickiej dobrze zachowany spichlerz potockich z XIX w.
Pod wieczór docieram do Pałacu Myśliwskiego w Julinie. Ale podziwiać można tylko zza ogrodzenia. Teren zamknięty.
Znów nocleg nad Sanem. Niezaplanowana miejscówka jest wybitna. Ławka, stolik, łagodne zejście do wody, miejsce na ognisko. Tern czysty, trawa skoszona.... Nikogo wokół :)
Dzień 3 (poniedziałek, 30.06.2025)
Sarzyna - Tarnobrzeg (118 km)
W nocy mocno wiało, w oddali słyszałem burzę. Poranek wita mnie pogodny.
Na polach suszy się wiklina.
W Rudniku nad Sanem "Centrum Wikliniarstwa".
Do Końskich jeszcze 258km. Wzdłuż GreenVelo przejechałem w ciągu 3 lat już 1631km!
Moją uwagę przykuł starszy Pan znoszący drzewo na podwórku z drewnianą chatą i starym drewnianym płotem.
Patriotyczne murale.
Małe nierentowne sklepy... Żal, ale zamykane, zresztą nie tylko we wschodniej Polsce.
Jeszcze raz widok na San.
Tuż za rzeką - Sandomierz.
Za Sandomierzem jadę wzdłuż Wisły a tam "dostojne sady sandomierskie".
Uzupełniam prowiant w lokalnym sklepie. Rozmowy między tubylcami o cenach jabłek.
Za wałem Wisła. Odwiedzam tą samą przeprawę promową co w 2008 roku...
Po drugiej stronie rzeki Tarnobrzeg.
Dzień 4 (wtorek, 01.07.2025)
Tarnobrzeg - Marzysz (119 km)
Kolejny nocleg nad rzeką.
Zostały jeszcze wyborcze plakaty.
Widać, że Świętokrzyskie jest za "Koroną".
Synagoga w Klimontowie.
Osada neolityczna w Kopcu, Archeopark, ale nie wjeżdżałem do środka.
Zamek Krzyżtopór w Ujeździe (ponoć jedna z największych budowli pałacowych w Europie przed powstaniem Wersalu).
Na MORze rzut oka na GreenVelowe atrakcje.
Upał w miejscowości Raki.
Nie mogę odmówić sobie kąpieli w jeziorze. Zbaczam z trasy ok 20km, żeby sięochłodzić. Jezioro Chańcza.
Noclegu szukam już po zachodzie słońca... To przez ten wyskok nad jezioro ;) Jestem nad rzeką Czarna Nida. Nijak nie mogę dostać się z rowerem do brzegu rzeki. Wszystko tak bardzo zarośnięte. Próbuję w dwóch, trzech miejscach, za każdym razem tak samo: ścieżka robi się coraz węższa, trawa coraz wyższa, a pokrzywy coraz bardziej parzą. Cofam się, do miejscowości Marzysz. Niedaleko domu mieszkalnego widzę wiatę i kawałek wysieczonej łąki. Na bank to "teren prywatny". Jest już po godz. 22, ale wolę zapytać. Dzwonię dzwonkiem przed furtką. Myślę, że może właśnie kogoś obudziłem. Z balkonu wygląda gospodyni. Pytam, czy mogę się tu rozbić. Tłumaczy, że to nie jest pole namiotowe. Odpowiadam, że zapłacę, nie mam już siły jechać dalej. - Ok, ok - słyszę w odpowiedzi - policzymy się jutro. Uff:) Jest nocleg.
Dzień 5 (środa, 2.07.2025)
Marzysz - Końskie (107 km)
Rano budzi mnie odgłos ciągnika który wjeżdża na łąkę mojej gospodyni. Ciągnie cały wóz pociętego drewna. Kierowcą jest starszy człowiek. Proponuje pomoc. Przychodzi gospodyni. Z początku trochę nieufna, w końcu przynosi mi rękawiczki do pracy. Drzewo zdjęte z wózka i ułożone pod stodołą w ciągu parunastu minut.
- Skąd Pan tu do Nas przyjechał
- z Poznania. Jedę z Przemyśla, ale wracam już do domu jutro.
- z Przemyśla?
- [potwierdzam :)]
- O! Ja do Swarzędza jechałem po meble jak niczego nie było w sklepach, odpowiada starszy Pan, kierowca
- Dobra to ile za to "pole namiotowe"? - pytam gospodyni
- Niech Pan nie żartuje. Chce Pan kajak do pływania?
- Kajak nie, ale jeśli mogę się wykąpać, to chętnie.
- Proszę iść w stronę pomostu, tam najlepsze wejście do wody...
Po drodze Kielce (tu zaczynaliśmy wyprawę z przyszłą żoną w 2008)
Przed Końskimi jezioro :) Ale tam było dobrze!
Końskie. Meta. Meta GreenVelo i moja meta tej wyprawy. Zdjęcie z punku, gdzie teoretycznie kończy się szlak. I tu trochę mi było przykro, że żadnego oznaczenia potwierdzającego koniec trasy po prostu nie ma...
Ale to nic. To naprawade jest koniec GreenVelo ukończone. Wspaniała przygoda :) Już szukam kolejnego VELO!
Wspomnienia w tym poście zapisałem z zachowanych notatek prawie rok po ukończeniu wyprawy 😅
W przyszłym miesiącu chciałbym wyruszyć znów na rowerowy szlak... Velo wybrane!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz