poniedziałek, 15 maja 2023

GeenVelo #1

Dzień 1 (25.06.2022, sobota): Przemyśl - Budomierz (las)

Letnim popołudniem przyjeżdżam pociągiem do Przemyśla. Czuć atmosferę napięcia w związku z uchodźcami wojennymi z Ukrainy. Dworzec wita przyjezdnych napisem "Witajcie. Tutaj jesteście już bezpieczni". Z sąsiednich wagonów wysiadają matki z dziećmi i dobytkiem spakowanych do kilku toreb i reklamówek.


 Za miastem roztaczają się zielone pola. Dzień jest upalny i pięknie śpiewają skowronki. 

 
W zaroślach spotykam stary cmentarz z przełomu XIX/XX wieku z nagrobkami pisanymi cyrylicą.


 
Cerkiew w Chotyńcu wpisana na listę UNESCO znajduje się ok. 500m od głównego szlaku GreenVelo.
 

 
Wzdłuż drogi prowadzącej do przejścia granicznego w Medyce stoi sznur aut ciężarowych oczekujących na wjazd na Ukrainę.
 
 
Stoją także auta osobowe czekające na wjazd na Ukrainę. Po zniesieniu przez rząd ukraiński cła na sprowadzane z zachodu auta (w związku z wojną), wielu ludzi zdecydowało się na zakupy samochodów w Niemczech, Francji, Polsce, Belgii - w sznurze samochodów nie zauważyłem żadnej ukraińskiej rejestracji. Z przeciwnej strony auta jadą sporadycznie.

 
Droga nie zawsze jest asfaltowa.


 
Zaczęły się lasy. Co rusz napotykam na patrol służby granicznej. 

 
W końcu, gdy jest już niemal ciemno, udaje się znaleźć nocleg w lesie. W linii prostej to jakieś 3km od granicy w Ukrainą. W nocy budzą mnie jakieś dalekie, ciche wystrzały. Nie wiem jednak co słyszałem - być może to tylko nocne ćwiczenia na jakimś poligonie... Odganiam od siebie myśli o wojnie.

Dzień 2 (26.06.2022, niedziela): Budomierz - Jezioro Nielisz
To nie była wygodna miejscówka, ale z samego rana przynajmniej nie ma tyle komarów.

 
 
Śniadanie jem dziś na schodach cerkwi w Radrużu, tuż przy granicy w Ukrainą. Na zdjęciu drewniana cerkiew Św. Paraskewy wpisana jest na listę UNESCO. Służy ona dziś jako obiekt muzealny, ale jest wcześnie rano i drzwi są jeszcze zamknięte.



 
Przed południem w miejscowości Brusno Nowe zatrzymuję się przy jeszcze jednej cerkwi, również pw. Św. Paraskewy. W cieniu drzew dzwonię do domu.

 
Dzień dziś bardzo upalny. Nie ma ani jednaj chmury.



 
Niestety nie znalazłem dogodnego kąpieliska nad rzeką Tanew.

 
Pragnienie gasi jedynie woda z lodówki...

 
W miejscowości Susiec znajduje się drewniany pomnik Kargula i Pawlaka. Kiedy robię sobie przy nim zdjęcie, jakaś "wczorajsza" starsza kobieta pyta mnie jaki dziś dzień tygodnia i dlaczego komisariat policji jest zamknięty. Upewniam się, że na pewno wszystko w porządku i jadę dalej. Skręcam do kościoła Św. Jana Nepomucena na mszę. Kryję się w cieniu drzew wzbudzając rowerem i strojem uwagę miejscowych. 

W miejscowości Józefów w klimatyzowanej cukierni zjadam dwie porcje lodów. I ku miłemu zaskoczeniu, tuż przy szlaku GreenVelo jest w tej miejscowości nieduże miejskie jezioro. Szkoda nie skorzystać z kąpieli. Siedzę w wodzie bez ruchu po szyję jakieś 20 minut:)

 
Niedaleko rozpoczyna się szlak leśny wiodący przez Roztoczański Park Narodowy.




 
Zdjęcie z wieży widokowej na Roztoczański Park Narodowy. Przy odrobinie szczęścia można stąd dostrzec dziko pasące się konie.

 
W budynku z kasami do Parku Narodowego kupuję pocztówki z koniami i naklejki z wilkiem dla dzieci.

 
W miejscowości Zwierzyniec dużo turystów. Wśród pamiątek dostrzegam magnesy ze Szczebrzeszyna. Z mapy wynika, że jest niedaleko. Postanawiam zboczyć trochę ze szlaku i zobaczyć miasto "chrząszcza".

 
Zamość również nie leży bezpośrednio przy GreenVelo. Nie mogłem jednak nie zajechać na rynek, o którym tyle czytałem w podręczniku do historii. To jakieś 15 km (niestety pod wiatr).



 
Zgłodniałem. Jednak otwarte na rynku lokale oferują jedynie desery. Musiałbym czekać jeszcze ok 1.5h na dania obiadowe. Pocieszam się więc dużym hot-dogiem z Żabki. W sklepie kupuję jeszcze batona i picie. Grupa młodzieży widząc, że mam tylko 2 rzeczy puszcza mnie przed siebie. Pytają dokąd jadę. Kiedy odpowiadam, że do "Podlaskiego", z przekąsem pytają "to tam też są drogi"? Śmieję się razem z nimi, a potem siadam na ławce w parku przy pomniku Zamoyskiego.

Nadchodzi wieczór, a z mapy wynika, że całkiem niedaleko jest jezioro Nielisz, gdzie mógłbym rozbić namiot. Teraz jazda z wiatrem jest przyjemnością... Jezioro wita mnie zachodzącym słońcem i naturalną palmą na plaży.


Dzień 3 (27.06.2022, poniedziałek): Jezioro Nielisz - Okunika (nad jez. Białym)
 
Noc minęła szybko. Kiedy pakuję obozowisko, podchodzi jakiś facet i pyta dokąd jadę. Opowiada o swoim ojcu, który również dużo jeździ rowerem. W miejscowości Nielisz, w centrum wypatruję otwartą pocztę, skąd wysyłam pocztówkę do domu. Dzień zapowiada się upalny, biorę także wodę na zapas z lodówki.


 
W miejscowości Krasnystaw czas na kawę i lody.

 
W sklepach spożywczych same cebularze. Różne rodzaje. Stają się obowiązkowym elementem posiłku.

 
Droga często prowadzi teraz polami...


 
Przed miejscowością Chełm nieduże lotnisko treningowe.

 
i browary Jegiełło...

 
Na rynku w Chełmie jest ponad 35 stopni. Szukam klimatyzowanej jadalni...

 
Znajduję pierogarnię. Niestety jest tylko miejsce przy oknie, w pełnym słońcu. Nie mam wyboru. I kawy mrożonej nie ma. Tylko parzona i gorąca, ale i tak biorę.

 
Po południu dojeżdżam do Sobiboru. Muzeum byłego obozu koncentracyjnego jest już zamknięte, ale duże szyby pawilonu, pozwalają podejrzeć część ekspozycji. Teren jest w rozbudowie. Wokół pustka i cisza.

 
Kolejny skrót nie był dobrym pomysłem. 4km prowadzenia roweru po piaszczystych leśnych ścieżkach. Dopiero później doczytałem, że nazwa jeziora (Białe), wzięła się od koloru białego, miałkiego piasku. Tak - miałem go dosyć.



 
Nie było szans na nocleg na dziko, bo całe jezioro otoczone jest ośrodkami wypoczynkowymi. Za kilka złotych śpię więc na podwórku u gospodarza. W jeziorze chłodzę się do zmroku.

Dzień 4 (28.06.2022, wtorek): Okunika (nad jez. Białym) - Zabuże (nad rzeką Bug)
Odbijam z trasy w bok do samej granicy w Białorusią. Z mapy wynikało, że w Różance nad Bugiem jest wieża widokowa, ale niestety okazuje się, że jest zamknięta. Kościół Św. Augustyna tuż przy granicy.
 
 
Legendarny graniczny Bug to także ostoja dzikiej przyrody.

 
Nazwa ulicy mówi sama za siebie.


 
Nieco dalej na trasie mijam parę rowerzystów z sakwami jadących z naprzeciwka.
Zatrzymuję się MOP GreenVelo, przy którym znajduje się wieża widokowa.

 
W miejscowości Hanna odpoczynek przy Centrum Religijno-Zabytkowym.



 
Pani kucharka w starej stodole utarła mi placki ziemniaczane na obiad. 

 
W miejscowości Sławatycze spotykam pomnik "Brodaczy" i tablicę informacyjną. Jest tutaj ludowa tradycja żegnania starego roku z udziałem "Brodaczy" - przebierańców z długą siwą lnianą brodą. Mężczyźni mają na sobie barani kożuch i wysokie czapki zdobione bibułą i ręcznie wykonanymi kwiatami z bibuły.
 

 
W miejscowości Kodeń tablica informująca o zakazie przebywania w związku napiętą sytuacją polityczną i z budową muru na granicy z Białorusią. Tuż obok patrol policji z wielką lornetą. Od policjantów dowiaduję się, że wzdłuż GreenVelo mogę jechać, mam jedynie nie skręcać w stronę granicy, a zakaz "przebywania" obowiązuje tylko do jutra.


 Takie drewniane zabudowania mijam co chwila...

W miejscowości Kostomłoty odwiedzam Sanktuarium Unitów Podlaskich.


Miejscowość Żuki znajduje się tuż nad Bugiem. Można tu spotkać posterunki Straży Granicznej.


W miejscowości nadgranicznej Krzyczew, tuż nad Bugiem znajduje się kapica pw. Św. Jerzego.


Za drutem kolczastym (żyletkowym) rzeka Bug.

 
W Pratulinie sanktuarium Błogosławionych Męczenników Podlaskich.
 


Piękna fontanna na rynku w Janowie Podlaskim.




Mijam nadburzańskie wsie w wysokimi stodołami. Rzeka w tym miejscu nie stanowi już granicy kraju, ale płynie w kierunku Wisły. Ja muszę się przeprawić na drugą stronę. Spotykam gospodarza, który mówi, że niedaleko jest przeprawa promowa, ale czynna tylko do wieczora.

Niestety nie udaje mi się zdążyć na prom. Noc spędzę więc na południowym brzegu. A ponieważ przeprawa rusza dopiero o 10 rano, decyduję się jechać przed zachodem słońca jeszcze dalej w kierunku mostu w Siematyczach.

Szukając dogodnego noclegu trafiam nad Bug. Spotykam tam wędkarza, który pochodzi z Ostrowa Wielkopolskiego. W oddali grzmi. Wędkarz przejęty moim samotnym noclegiem mówi, że gdybym miał w nocy obawy co do spania w moim małym namiocie, mogę schronić się w jego rozkładanym wędkarskim namiocie, bo on połowi jeszcze chwilę i wraca do domu.

Na szczęście burza przechodzi bokiem...

Dzień 5 (29.06.2022, środa): Zabuże (nad rzeką Bug) - Białystok

Gdy budzę się rano wita mnie piękny wschód słońca. Nad Bugiem nie ma nikogo. To najpiękniejszy poranek na tej wyprawie.





Po drugiej stronie Bugu za mostem w Siemiatyczach skończyła mi się woda do picia. Dziś dzień powszedni, ale do sklepu trzeba dzwonić dzwonkiem, bo Pani właścicielka wiesza właśnie pranie, tak mówią faceci grający pod drzewem w karty. Czekam w cieniu kilkanaście minut... Mnie też się nie spieszy - mam czas przemyśleć listę zakupów na cały gorący dzień.

Z uwagi na zamknięty przygraniczny pas graniczny w związku z budową muru na granicy z Białorusią nie jadę do Hajnówki i Białowieży.

Docieram do Góry Grabarki, najważniejszego miejsca kultu prawosławia w Polsce. Krzyże przynoszone przez pielgrzymów od połowy XIX wieku tworzą górę krzyży.



Droga polna wiedzie wśród lasów, pól i pastwisk...


 Niebieskie prawosławne cerkwie i towarzyszący mi w podróży znak GreenVelo.



Przed Bielskiem Podlaskim mijam grupę wsi z nawami pisanymi po polsku i cyrylicą. Większość mieszkańców jest tutaj wyznania prawosławnego.



Po przejechaniu 732 km docieram do stolicy Podlasia - Białegostoku.




Gwarne wieczorne Stare Miasto w Białymstoku.



Podlaskie pyszności na Starym Rynku w Zapiecku...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz