niedziela, 21 lutego 2016

Domowe drabinki do ćwiczeń


Zaczęło się od pomysłu wynajęcia małej sali gimnastycznej dla dzieci na okres zimowy, a skończyło na prostej drewnianej konstrukcji w ich pokoju.

W sobotę od rana udaliśmy się po niezbędne materiały do Praktikera, Castoramy i Leroy M. Drabinki do ćwiczeń udało się zmontować tego samego dnia popołudniu. No dobra - było już po 20, kiedy sąsiad przyszedł z żalem, że nie może usiedzieć na fotelu z powodu mojej wiertarki (nawet z nami nie ma bezpośredniej ściany!). My tymczasem musieliśmy dobrze zabezpieczyć całą konstrukcję mocując ją odpowiednio do podłogi i betonowego ZBROJONEGO sufitu;) Całość została wpasowana w łóżko Tomka i stanowi jego integralną część. Dzieciaki miały w ciągu całego dnia pełno frajdy z pomagania w montażu. Wojtek wyciągnął nawet swój kask Boba Budowniczego z lampką i zestaw niezbędnych narzędzi.

Po wczorajszych pierwszych niepewnych krokach na drugi i trzeci szczebelek, dziś starsze dzieciaki pokazywały już jak dotyka się sufitu wchodząc znacznie wyżej. Koordynacja ruchowa - tego im było trzeba! No i zasady: wysoko tylko z rodzicami:)

niedziela, 14 lutego 2016

Świecący naszyjnik



- Tato, możesz mi zrobić naszyjnik?
- yyy, hmmmm
- ... taki żeby świecił!

Stwierdzam, że 3.5-letnia córka intuicyjnie wpisuje się w trend tzw. "wearables", gdzie moda i technologie łączą się ze sobą. I choć w tym przypadku nie ma mowy o zaawansowanych funkcjach (inteligencji, podłączeniu do smartfona etc.), a rola stworzonego dziś popołudniu naszyjnika sprowadza się do funkcji ozdobnych, to ciekawe jakie ubieralne gadżety będą modne w najbliższym czasie... :)

środa, 10 lutego 2016

Historia pewnego fotelika


Wiele jest w naszym domu rzeczy "przechodzonych", to jest użytkowanych w odpowiednim czasie przez wszystkie pociechy. Obok ubrań, zabawek, książeczek, płyt i różnorakich przedmiotów codziennej użyteczności jest jedna rzecz szczególna. Choć na co dzień znajduje się w piwnicy, to właściwie trudno wyobrazić sobie historię naszych małych dzieci bez niego - bez zielonego fotelika do roweru.

Zielony Fotelik firmy Hamax [mocowany do pionowej ramy roweru] zakupiłem dla najstarszego syna 1 czerwca 2011 na Dzień Dziecka zaraz po jego pierwszych urodzinach. Był to strzał w dziesiątkę. Z jednej strony Wojtkowi od razu spodobał się pomysł poruszania się z Tatą szybciej niż we wózku. Z drugiej - moje poczucie wolności, że oto znowu mogę wybrać się "na rower". Był co prawda krótki okres przyzwyczajania się do kasku (jeden musieliśmy wymienić), ale nie trwał on więcej niż 2 krótkie wycieczki po osiedlu. Postawiliśmy na kask z elastycznymi gumkami i świecącymi czerwonymi diodami LED z tyłu głowy, co było nie tylko fajnym bajerem, ale dawało większe poczucie bezpieczeństwa, kiedy wracaliśmy do domu po zmroku. Ten kask służył Wojtkowi ponad 2 lata, teraz używa go Ola.

Najlepiej wspominam wspólną wyprawę do WPN szlakiem wzdłuż Warty, gdzie naprawdę można się zgubić jadąc z mapą ;) Zdarzało się, że Wojtek zasypiał w foteliku gdy był mały - wtedy zatrzymywaliśmy się na dłuższy odpoczynek dając mu przespać się na kocu. Zielony fotelik to wiele wycieczek po Poznaniu, do Praktikera, "na Rusa" etc. Z Fotelikiem jeździliśmy cały rok do żłobka i przedszkola wprawiając w osłupienie pracujące tam wychowawczynie. Mieliśmy przy tym swoje sposoby na padający deszcz, który nigdy nam nie przeszkadzał.

W 2012 roku na swoje drugie urodziny Wojtek dostał swój pierwszy rowerek na trzech kółkach z napędem na tylną oś. Rower "Magic" Częstochowskiej firmy okazał się trafionym prezentem Dziadków z Kowali (co niejako nawiązuje tradycją do zakupów pierwszych rowerków w naszej rodzinie:)). Technikę jazdy na rowerze zaczynaliśmy w domu i na balkonie. Nie rezygnowaliśmy przy tym z podróży z zielonym fotelikiem. Wiosną 2013, kiedy Wojtek chodził do "żabek "w Przedszkolu wsiadł na swój drugi  12-calowy rower z przykręconymi bocznymi kółkami (zdjęliśmy je 13 lipca 2014 roku!) i od tego czasu jeździmy wspólnie, ale na osobnych rowerach, jeśli tylko pozwala nam na to pogoda. W zeszłym roku we wrześniu dołączyła do nas Ola na swoim czerwonym trójkołowcu i tak oto do przedszkola jeździliśmy we trójkę.

Teraz z niecierpliwością czekam na wiosnę, kiedy kupimy Wojtkowi trzeci już większy rowerek, przykręcimy Oli boczne kółka do BMXa, a na zielonym foteliku posadzimy Tomka, i razem pognamy przed siebie :)