Pamiętam, gdy miałem naście lat i jeździłem motorowerem do lasu po sosnę
dla Dziadka Adama. Od tego czasu majowe wycieczki do lasu kojarzą mi się właściwie tylko z zapachem sosny. Cudnie pachnący lek na kaszel jest naszym
podstawowym, naturalnym, domowym wspomagaczem w walce z jesienno-zimowym
przeziębieniem. Ponoć zawarte w młodych piniowych pędach sole mineralne, węglowodany i witamina C działają naprawę skutecznie przy chorobach górnych dróg oddechowych, a ponadto wzmacniają odporność organizmu.
Dziś z tygodniowym opóźnieniem względem ubiegłego roku wybraliśmy się do lasu po młode pędy sosnowe. Dzieci z zapałem zbierały słodkie i pachnące pędy do swojej torebeczki. Dzięki temu w piwnicy stoją już dwa pełne garnki - mój duży i dzieci mały. Wszystko pod pokrywkami zasypane 0.5kg cukru.
Teraz czekamy 2 tygodnie aż sosna puści sok w ciemnościach i syrop na kaszel gotowy. W tym roku eksperyment: część syropu zalejemy spirytusem (to będzie wersja "dla dorosłych" - może do herbaty?).
A pewnie zebralibyśmy jeszcze więcej, gdyby Tomek nie bał się tak panicznie wszędobylskich mrówek! Ale nic straconego - za tydzień pędy będą się jeszcze nadawały... W nagrodę za pomoc przy pracy poszliśmy wieczorem na karuzelę, która zagościła w naszej okolicy - co za radość dla wszystkich :)

Dziś rano córka obudziła mnie 5min przed budzikiem z lekkim kaszlem (przez co nie poszła do przedszkola) i z pytaniem: "Tato, kiedy będzie dla mnie ten syrop sosnowy"?:)
OdpowiedzUsuń